Pachnące kule do kąpieli w łazience cioci

Pachnące kule do kąpieli w łazience cioci

Razem z moim chłopakiem uwielbiamy podróżować, jak tylko mamy chwilę wolnego czasu. W ostatni weekend wybraliśmy się do mojej cioci, którą uwielbiamy. Ona to zawsze coś fajnego nam opowie.

Kule do kąpieli pięknie pachniała i dawała pianę

Gdy dotarliśmy na miejsce oczywiście wpakowała nam tonę ciast do torby, zaparzyła herbatę, i zrobiła obiad. Przepięknie u niej pachniało w domu i zapytałam, co jest źródłem tego zapachu. Odpowiedziała, że kupiła sobie takie świece yankee candle, które pali dwa razy na dzień. Musiałam je zobaczyć. Były bardzo ładne i faktycznie, zapach był taki mocny, że mógł roznosić się po całym domu.
Oprócz tego stały u niej świeczki woodwick, które zwróciły moją uwagę ze względu na perfekcyjne wykonanie. Teraz jest taka dbałość o szczegóły w takich produktach, że aż żal ich nie kupować. Mnie to by było nawet szkoda ich wypalać. Poszłam do łazienki i zobaczyłam pachnące kule do kąpieli w różnych rozmiarach. Ciocia pozwoliła mi wziąć jedną do domu i wypróbować. O, to dopiero będę miała rozrywkę, z taką pieniącą się kulą. Też lubiłam takie różne drobiazgi, jak ona. Dlatego tak dobrze się dogadywałyśmy. Mój chłopak wyczaił u niej woski zapachowe i zapytał, jak to działa. Ciocia pokazała mu, że trzeba nabrać odpowiednią miarkę i rozpalić. To wszystko się ładnie rozpuszcza i wydziela zapach. Jej woski Kringle Candle były mistrzostwem! Od razu zapragnęłam takie mieć u siebie. Nigdy nie wąchałam tak pięknego zapachu. Jak kwiaty z ogrodu, tylko o wiele intensywniejsze nuty zapachowe. U cioci to zawsze coś mnie natchnie, i potem chce mieć takie samo u siebie w domu. Dobrze, że mój chłopak jest tolerancyjny, bo pozwala mi trzymać pełno różnych rzeczy, które potem testuje.

Dobrze się dobraliśmy, bo zazwyczaj podoba nam się to samo. A odwiedziny u rodziny zawsze wpływają na nasze nowe inspiracje.