Moja przygoda z wolontariatem misyjnym

Moja przygoda z wolontariatem misyjnym

Zawsze czułam ogromną potrzebę niesienia pomocy. Oglądając programy telewizyjne o sytuacji panującej w krajach trzeciego świata, serce mi pękało. Moim marzeniem było pomoc tym ludziom, wstać z wygodnej kanapy i dać im chociaż wsparcie duchowe, podzielić się butelką wody. 

Mój pierwszy wolontariat

wolontariat misyjnyO wolontariacie misyjnym poinformowała mnie koleżanka, która od lat działa w organizacji pomagającej potrzebującym z całej Polski. Razem postanowiłyśmy pójść o krok dalej i zapisać się na wolontariat misyjny do kraju trzeciego świata. Jasne z początku nieco się bałyśmy, nie wiedziałyśmy czego się spodziewać jak będzie wyglądać nasze życie tam. Jednak potrzeba pomocy była silniejsza aniżeli strach. Wpisałyśmy się na listę chętnych do wolontariatu misyjnego na Madagaskar. Dobre było to, że byłyśmy razem, wspólnie znacznie lepiej iść w prawie nieznane, bo oczywiście przed wyjazdem zostało zorganizowane spotkanie opisujące naszą pracę tam, a także transport do miejsca docelowego. Wyjazd trwał dwa tygodnie i odbywał się podczas wakacji. Naszym zajęciem była pomoc przy budowaniu szkoły dla tamtejszych dzieci. Oczywiście nie robiłyśmy jakiś ciężkich prac fizycznych. Bardziej była to praca polegająca na wydawaniu posiłków pracownikom budowy i okolicznym mieszkańcom, którzy cierpieli z braku pożywienia. Najmilej jednak obcowało się z dzieciaczkami, dla których budowaliśmy szkołę. Byłam pełna podziwu dla ich samodzielności i siły oraz odwagi pomimo trudnych warunków życia. 

Najcenniejszym wspomnieniem jest jednak uśmiech, odwzajemniany za posiłek czy wodę, którą dawałyśmy potrzebującym. Było to coś niesamowitego, czego nie zapomnę do końca życia. Zdecydowanie warto chociaż raz w życiu udać się na wolontariat misyjny, nieść wsparcie duchowe i pomoc.